Ryszard Miłek - artysta malarz

Ernst H.Gombrich w „Sztuce i złudzeniu” napisał „”Wola artystyczna” objawiała się raczej jako „wola upodabniania”, asymilacji każdego nowego kształtu do schematów i wzorców, jakimi artysta umiał się posługiwać”. Legenda o Pigmalionie jest jednym z najsławniejszych mitów pokazujących wiarę w moc sztuki bardziej twórczej niż naśladowczej. A jeszcze jeden cytat Luciena Freuda niech wprowadzi nas w zagadnienie pleneru „Tworzenie dzieł sztuki nigdy nie daje szczęścia całkowitego. Artysta czuje jego zapowiedz w trakcie tworzenia, ale uczucie to znika, gdy zbliży się do końca. Albowiem pojmuje, że namalował tylko podobiznę. A ośmielał się wierzyc, że jego obraz ożyje”. Warto zauważyć że powiedział to artysta ,którego malarstwo mieści się w sposób oczywisty w granicach sztuki figuratywnej. Zawsze jak sądzę ,istnieje zagadnienie kto bardziej zbliża Si.e do rzeczywistości , czy artysta który maluje to co widzi posługując się pewną konwencją przedstawiania, czy też ów artysta który widzialny świat transponuje, przenosi w sferę znaku, symbolu, pewnego skrótu malarskiego i być może w sposób wymowniejszy pokazuje to co dostrzega istotnego w realnym wymiarze. Pamiętać także warto o widzeniu , które nawet w przypadku istoty tak intensywnie wrażliwej jak oko artysty/Cezann ‘e powiedział o Monecie że jego sztuka to tylko oko , ale mój Boże jakie oko/nigdy nie jest idealnie czyste, do czego odwołuje się zresztą wypowiedz Gombricha i jego niezwykle wnikliwa książka.

Niewątpliwy jest jednak fakt, ze artyści pracujący w różnych stylistykach malarskich stawali oko w oko z naturą i w pewnym momencie dziejów sztuki pojawiło się zjawisko pleneru. W wersji , w jakiej jest powszechnie przyjęta, plener jest integralnie związany z impresjonizmem, aczkolwiek należy tu wprowadzić znaczącą korektę. Gdyż obraz zaczęty w plenerze a kończony w pracowni to Barbizończycy i J.Constable, a obraz od pierwszego do ostatniego pociągnięcia pędzla robiony w plenerze to impresjonizm. Sądzę że w tej grupie mieści się również klasa pejzażu J.Stanisławskiego, czy też słynne plenery zakopiańskie S.Kamockiego i studentów ASP. Paradoksalnie nawet kapiści pod wodzą J.Cybisa malowali na motywach z natury. A Franz Kline z nurtu amerykańskiego ekspresjonizmu abstrakcyjnego w swoich czarno-białych płótnach odwoływał się do majestatycznych konstrukcji architektury amerykańskiej.Wielu świetnych współczesnych malarzy Balthus, F.Bacon, wspomniany L.Freud, D.Hockney czy G.Richter a niektórzy z nich operujący i wypowiadający się swobodnie w wielu stylistykach i konwencjach /G.Richter/ nawiazuje do dotykalnego i fizycznie obecnego motywu czy wizerunku realnego który jest czytelny dla każdego.

Stąd idea pleneru poprzez który i na którym artyści stykają się z klimatem, magią, niepowtarzalnym pejzażem, architekturą danego miejsca i pragnę przekazać esencję tego w w swoich dziełach ma zawsze głęboki sens i znaczenie. I dlatego wybór Szczecina na miejsce spotkania współczesnego malarstwa i znamienitych artystów tworzących w czasie jego trwania będzie i jest, brzemiennym w skutkach i doniosłym wydarzeniem. Bo przeciesz tutaj zostawili ślad swojego ducha, energii, odczucia i widzenia W.Turner, ekspresjoniści niemieccy, sławni architekci i lobby finansjery. Tutaj wzniesione zostały okazałe pałace,kościoły wpisane w malownicze nabrzeża i rozległy krajobraz, w pewnych punktach widzenia poprzecinany masztami i sylwetami statków i łodzi.Szczecin ma też bogatą i znaczoną dużymi nazwiskami historię malarstwa ,w którą ten świetnie zorganizowany plener wpisuje przebiegiem, dziełami i osobowością artystów, którzy zostawiajają w obrazach niezatarty ślad swoich przeżyć, wrażliwości i widzenia duchowego i materialnego wizerunku tego nasyconego różnorodnością i wielorakością kulturową miejsca.

Plener jest i ten także był, wymianą, spotkaniem, rozmową ludzi, artystów, dzieł, myśli, energii i inspiracji, spotkaniem różnorodności z absolutną wyjątkowością., wiedzy z intuicją. Tak było jest i będzie. Pewne miejsca plenerowe i spotkania artystów rodziły wyjątkową sztukę. V.van Gogh dopiero w Arles rozwinął w pełni swoje możliwości malarskie i osiągnął dojrzałość artystyczną, P.Gaugin w Point Aven skupił grono wybitnych malarzy i powstała z tego szkoła o wyraznie zarysowanej estetyce malarskiej a sugestywne plaże Normandii zainspirowały wiele arcydzieł francuskiego malarstwa pejzażowego. Przykładów podobnych w dziejach malarstwa i historii sztuki jest legion. Radością napawa fakt że plener szczeciński wpisuje się w tę tradycję, w tę ciągłość bez której rozwój sztuki, malarstwa byłby niemożliwy. Jestem pewien że plener potwierdza sankcjonuje niezmiernie istotny fakt , który świetnie wyraził A. Malraux że sztuka rodzi się ze sztuki , a nie jest dzieckiem natury, chociaż szeroko pojęta rzeczywistość jest w tym przypadku słownikiem i budulcem.

Na plenerze szczecińskim możemy oglądać leksykon i bogaty wachlarz kodów ekspresji malarskiej. Widzimy prze ile filtrów przenicowana została „rzeczywistość Szczecina”, jego pejzażu, klimatu ,powietrza, koloru ,smaku, kompozycji. Jak to powiedział E.H.Gombrich „Artysta musi zakodować przesłanie świata widzialnego”. Jeżeli obrazy powstałe na plenerze „rozszerzyły sferę ludzkiej wrażliwości” a jestem pewien że te fakt nastąpił,będziemy dbali wszyscy by jego idea rozwijała się pomyślnie.

Ryszard Miłek

 

***

 

Czapski był tutaj……………….

20 lat pózniej

Mi ja 20 lat od dnia ,kiedy w murach nową sądeckiej Galerii BWA została otwarta wystawa malarstwa i rysunku Józefa Czapskiego. Ekspozycję dzieł wzbogacił pokaz rysunków ,listów ,fotografii ,katalogów ,książek Czapskiego wydanych przez paryską Kulturę oraz drugi obieg ,egzemplarze Kultury ,Tygodnika Powszechnego i Znaku z tekstami artysty. Podczas wystawy można było obejrzeć film o malarstwie ,życiu ,działalności Józefa Czapskiego , w tym także wywiad rzekę w dokumencie A .Wajdy . Wszystkie eksponaty zostały wypożyczone ze zbiorów rodzinnych i licznych przyjaciół,oraz Muzeum Narodowego w Krakowie.. Staranny niewielki katalog z tekstami m.in. J .Pollakówny ,biogramem i kolorowymi reprodukcjami stanowił dobry mini-przewodnik po wystawie.

Będąc pod widoczną fascynacją książek o sztuce /”Patrząc”, „ Tumult i widma „ , „Swoboda tajemna” , „ Czytając”,”Pankiewicz”/ Józefa Czapskiego ,o których Wojciech Karpiński napisał że są jednymi z najlepszych w polskiej literaturze w zakresie krytyki artystycznej , powziąłem niezłomną decyzję zorganizowania wystawy dzieł artysty , którego twórczości wtedy praktycznie nie znałem. Kiedy poznałem profesora Stanisława Rodzińskiego ,z licznych ,interesujących rozmów i spotkań z Nim wyłoniła się i skrystalizowała idea wystawy . Ówczesny dyrektor BWA Krzysztof Kuliś podjął z właściwym sobie zapałem pomysł i przedsięwzięcie nabrało rozpędu .Profesor S .Rodziński poprzez osobistą rekomendację „otworzył” wiele prywatnych ,przyjacielskich i rodzinnych kolekcji ,w wyniku czego gdy kompletowałem obrazy i rysunki do wystawy miałem szersze możliwości wyboru. Realizacja wystawy trwała w latach 1990 i 1991,czyli w czasie kiedy jeszcze funkcjonowała cenzura. Wyraziście pamiętam jak wielu poważnych osób ze świata kultury dosłownie i w przenośni pukało się w głowę, że pomysł takiej wystawy jest poniekąd szalony, wielu mówiło że wręcz niepotrzebny. Pasjonuje mnie podejmowanie wyzwań niemożliwych ,a organizacja wystawy dzieł Józefa Czapskiego do takich wówczas mogła być zaliczona. Objęte milczeniem i zakazem druku i ekspozycji dzieło Czapskiego miało dzięki wystawie nowosądeckiej ujrzeć w wyselekcjonowanej dawce światło dzienne. Fenomen Józefa Czapskiego zaczął odsłaniać swoje tajniki w miarę postępów w gromadzeniu dzieł na wystawę i zapoznawaniu ze złożonym , bogatym życiem ,dziełem , działalnością Artysty ,żołnierza armii Andersa , współzałożyciela i członka paryskiej Kultury , publicysty i świetnego eseisty, autora znakomitej książki tropu w sprawie zbrodni katyńskiej „Na nieludzkiej ziemi”, którą wysoko komplementował Albert Camus ówczesny sekretarz literacki prestiżowego francuskiego wydawnictwa Gallimard.

Jozef Czapski jest dzisiaj niewątpliwie ikoną polskiej historii , kultury i malarstwa. Wysoki ,ponad 2 metry ,żył 96 lat, a Jego wielowątkowym życiem możnaby obdarzyć wiele osób .Był człowiekiem niezwykłej czystości wewnętrznej ,szlachetny ,niezłomny,żarliwy czytelnik literatury polskiej i rosyjskiej, wielbiciel M.Prousta którego dzieło „W poszukiwaniu straconego czasu” komentował współwięźniom w łagrze w Griazowcu, po wojnie wydanie tych wykładów we Francji było sensacją. Intelektualista , erudyta, pasjonujący gawędziarz , przyjaźnił się i znał literalnie z cała bohemą ówczesnej Europy, ale jednocześnie dobry człowiek pochylający się w swoich obrazach , esejach i życiu nad biedą świata , ciemną stroną bytu i dramatem kondycji człowieka. Niespożytej energii ,witalności , otwarty ,elastyczny , poświęcający czułą uwagę nawet najdrobniejszym wymiarom egzystencji ludzkiej i świata.

Urodzony 3 kwietnia 1896 roku w Pradze z rodziców Jerzego i Józefy Leopoldyny z Thunów dzieciństwo spędził w domu rodzinnym w Przyłukach pod Mińskiem Litewskim. Uczył się gry na fortepianie, rozpoczął studia prawnicze .W roku 1916 wstąpił do Korpusu Paziów a w 1917 zaciąga się do 1 pułku Ułanów Krechowieckich . Motywowany ideami pacyfistycznymi występuje z wojska i wraz z siostrami Karlą i Marią oraz Antonim Marylskim zakładają Petersburgu religijno – pacyfistyczną komunę. W 1918 powraca do Polski i rozpoczyna studia Na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Gdy powierzono mu misję odszukania wziętych do niewoli w Rosji oficerów polskich 1 Pułku Ułanów Krechowieckich wyrusza do Rosji , by po paru miesiącach ustalić że zostali zaordowani. W Rosji poznaje Dymitra Mereżkowskiego , jego zonę Zinaidę Gippius oraz Dimitrija Fiłosofowa. Mereżkowski inspirująco wpływa na Czapskiego w rozstrzygnięciu dręczącego Go konfliktu polegającego na niemożności pogodzenia idei pacyfistycznych z potrzebą czynnego opowiedzenia się po słusznej stronie. Mereżkowski przedstawiał Czapskiemu następujące racje: „Pan nie jest sam,należy Pan do historii , do dziejów świata .Ludzie o coś się biją/…/ , popełniają grzechy , niech Pan przyjmie na siebie też ten grzech i razem walczy o lepszy świat , w którym nie będzie zabijania”. Te słowa będą miały ważki wpływ na przyszłe decyzje Czapskiego.

Po przerwie rozpoczyna ponownie studia pod kierunkiem Józefa Pankiewicza w ASP w Krakowie w 1920 roku . A w 1923 wraz z grupą artystów /m.in. T .P .Potworowskim ,Z .Waliszewskim ,J .Cybisem , A.Nacht Samborskim/ współtworzy grupę malarską Kapistów /od Komitetu Paryskiego/ i wszyscy wyjeżdżają aby studiować w stolicy światowej sztuki malarstwo i ogólnie rzecz ujmując aby pogłębić swoją świadomość malarską , artystyczną . Świadectwo pobytu paryskiego ,fascynacji malarskich ,barwnego życia bohemy paryskiej zostawił Czapski w sugestywnie napisanym tomie esejów „Patrząc”/wydanie paryskiej Kultury „Oko”/. Okres międzywojenny w życiu Józefa Czapskiego to czas niezwykle intensywnej pracy artystycznej ,działalności pisarskiej,wystaw m.in.w Paryżu,Genewie ,Lwowie. Obrazy kapistów zyskują aplauz krytyki , w propagowaniu idei kapistycznych , m.in. roli koloru i płaszczyzny obrazu Czapski ma znaczący udział , chociaż rozwój jego malarstwa poszedł w kierunku mocnych kontrastów barwnych ,ekspresji i deformacji sylwety.

1 września 1939 roku jako oficer rezerwy zostaje zmobilizowany i przydzielony do 8-go Pułku Ułanów. 27 września , w Chmielku , na granicy województwa lwowskiego wraz z dwoma szwadronami rezerwowymi 8-ego Pułku zostaje wzięty do niewoli przez Armię Czerwoną i umieszczony najpierw w Starobielsku , pózniej w Pawliszczew Bor , następnie w Griazowcu. Z przyczyn do dziś praktycznie nie znanych znalazł się w wagonie więzniów którzy uniknęli rzezi dokonanej przez NKWD w Katyniu , Starobielsku i Ostaszkowie na ok. 15 000 oficerów i żołnierzy polskich. W 1941 roku z polecenia generała Władysława Andersa i z jego glejtem poszukuje wziętych do niewoli i zaginionych oficerów polskich. Wysokiej jakości dokumentem literackim relacjonującym te poszukiwania jest książka Czapskiego „Na nieludzkiej ziemi” . Jako szef Wydziału Propagandy i Informacji przy sztabie Armii na Wschodzie dociera z nią do Włoch. W !945 w Rzymie ukazują się jego „Wspomnienia starobielskie”,a Czapski już w Paryżu współorganizuje paryską Kulturę ,wydawnictwo i pismo o pomnikowym znaczeniu dla odzyskania przez Polskę wolności ,pisze artykuły do „Figaro litteraire” , „Preuves „ , „Gavroche” i „ Wiadomości” londyńskich. W 1947 z siostrą Marią zamieszkują w Maisons-Laffitte ,siedzibie „Kultury”. Józef Czapski wchodzi teraz w najlepszy okres rozwoju swojej szuki, maluje i wystawia w galeriach na całym świecie /Londyn,Nowy Jork ,Paryż , Toronto ,Bruksela ,Rio de Janeiro, Genewa/. Jego malarstwo zyskuje należną mu pozycje europejskiej sztuce. W 1974 roku ukazuje się w Lozannie bogato ilustrowana monografia pióra Muriell Werner-Gegnebin „Czapski , la main et l ‘ espace”, a w 1985 na słynnym paryskim Biennale pokazano 10 prac Czapskiego. W okresie powojennym wychodzi szereg jego książek ,które są absolutnymi perłami literackimi w polskie publicystyce o sztuce , m. In. „Swoboda tajemna” , a pod redakcją Joanny Pollakówny wychodzi nakładem Oficyny Literackiej „ Józef Czapski –Dzienniki-Wspomnienia-Relacje”.A dużej wystawie „Nowych dzikich” w Niemczech,którzy kontynuowali stylistykę ekspresjonizmu niemieckiego , jedna sala poświęcona była ekspozycji obrazów Czapskiego.Interesujacym jest fakt że w Polsce obrazy Czapskiego z trudem znajdowały uznanie , dopiero po sukcesach w świecie doceniono oryginalność wizji i ekspresji artystycznej jego malarstwa. Niewątpliwie duża w tym zasługa Joanny Pollakówny ,Wojciecha Karpińskiego,Piotra Kłoczowskiego a także „Zeszytów literackich”.Wynikało to być może z faktu że w Józefie Czapskim dostrzegano przede wszystkim świetnego eseistę, heroiczną postać polskiej dramatycznej historii a mniej jako,jak się pózniej okazało sugestywnego i niezwykłego malarza, artystę wysoko notowanego w historii sztuki europejskiej.

Z okazji wystawy nowosądeckiej ,która odniosła wielki sukces i pozostała jako jedna z najlepszych w historii sądeckiego BWA,profesor Stanisław Rodziński pisał na lamach „Tygodnika Powszechnego” „Są na wystawie obrazy Czapskiego wypożyczone z Muzeum Narodowego w Krakowie , w tym piękna „Czerwona kawiarnia” , jest kilka obrazów z Muzeum poznańskiego , wśród nich znakomity „Rower” , są obrazy z Muzeum Narodowego w Warszawie , ze zbiorów rodziny i kolekcji prywatnych-obrazy z lat ostatnich , martwe natury i lapidarne pejzaże”. Będąc komisarzem wystawy i nie ukrywam wtedy zafascynowany pisarstwem i malarstwem Czapskiego, stałem się jakby specjalistą w tej dziedzinie i byłem zapraszany wielokrotnie na różne sesje i panele dyskusyjne w Polsce ,kiedy odzyskiwaliśmy pamięć historyczną i niezwykły dorobek Polaków, których wiadoma i „jedynie słuszna” ideologia próbowała wymazać ze sfery istnienia. Przypomnę co napisałem o sztuce Józefa Czapskiego „Szkice i rysunki wykonane flamastrem , ołówkiem, akwarelą, kredką pokazują momentalność zapisu i chwytania na gorąco twarzy, postaci i portretów, scen z barów, teatru, wystaw, pejzaży, martwych natur, w ich przemijającym i nigdy już nie powtórzonym charakterze , klimacie , fascynującym i momentalnym. Sam Czapski pisze w swoim „Dzienniku”, że jego uwaga , czujność i skupienie, gdy rysuje SA wszystkie obecne na końcu ołówka czy kredki. Stad ich drgający i szarpany kontur, oszczędność kreski, sumaryczność plamy./…/W jego obrazach „temat”, czyli w pewien sposób zobaczony i przeżyty fragment rzeczywistości, przemieniają się w świadectwo dotarcia do prawdy tego co zobaczone, dotarcia do ukrytego i przesłoniętego wymiaru losu człowieka, dotarcia do tego co istotne w widzeniu i przeżywaniu świata zwykłych przedmiotów i rzeczy, z których układa swoje ascetyczne martwe natury .Czapski jak nikt inny, z pasją i żarliwością w swoich obrazach i esejach drązy problem widzenia i czucia malarskiego, autonomii obrazu, wizji malarskiej, problem wierności naturze wobec której malarz staje twarzą w twarz i samotnie.”Sam Józef Czapski tak pisze o swoim malarstwie w eseju „ Dotrzeć do malarstwa czystego”: „Jeżeli chodzi o mnie, to im dalej szedłem w głąb, tem bardziej panowało nade mną , dotarcie do samej miazgi czystego malarstwa. Mistrzami moimi byli Van Gogh i przede wszystkim, Cezanne, któremu dotychczas zostałem wierny./…/Gdyby moje niezliczone martwe natury i niezliczone sceny uliczne , postaci uchwycone na brudnych schodach stacji, w metrach i pociągach mogły jeszcze wzruszyć i zachęcić malarzy dzisiejszych i jutrzejszych, to byłoby dla mnie największą nagroda. Moja życiową porażką jest , że nie wyszedłem z tego kręgu realizacji i że nie potrafiłem, jak to zrobił Goya, jak to zrobił Soutine i tylu innych na świecie malarzy, wzruszyć swoim malarstwem i wyrazić najciemniejszą stronę istnienia: nieustanne i powszechne cierpienie.”

Wystawa malarstwa i rysunku Józefa Czapskiego w nowosądeckim BWA była otwarta 3 kwietnia 1991 roku w 95 urodziny Artysty. Józio bo taka formę zwracania się do siebie zaakceptowaliśmy w prywatnej korespondencji ,był wręcz niebiańsko szczęśliwy że w Nowym Sączu odbyła się wystawa jego dzieł.. Były bardzo poważne plany aby przybył na wystawę , ale stan zdrowia na wtedy, nie pozwolił Józiowi na przyjazd. Pokaz obrazów Czapskiego był absolutnym hitem, a warszawska Galeria „Kordegarda” poprosiła o przejęcie wystawy, co też nastąpiło. Mam dzisiaj pełną satysfakcję że zrealizowana idea pokazania dzieł tak wybitnej postaci polskiej kultury i historii, przyczyniła się w jakimś stopniu do powrotu bezcennego dorobku artystycznego i eseistycznego Józefa Czapskiego do Polski i ze pod koniec Jego długiego i jakże bogatego życia,przyniosła józiowi wiele radości ,poczucia spełnienia i szczęścia.

Ryszard Miłek

 

***

 

Tatrzańskie fotografie Bogusława Wolskiego są jak brzytwa tnąca cienką
tkaninę tajemnicy gór, tyleż majestatycznych co archaicznych, tyleż
pięknych co groźnych w patosie, tyleż pełnych poezji co surowych.
Gdziekolwiek zajrzy oko i obiektyw autora, dostrzega tam i wyławia
stamtąd wyjątkowość faktury, światła, konstrukcji, zderzenia różnych
punktów widzenia i ujęć kompozycyjnych, wreszcie to co jest
niepowtarzalne, niezwykłe, zaskakujące w przystępnej a zarazem
niedostępnej krainie gór.
Zdjęcia Bogusława rejestrują górski pejzaż, panoramy o postrzępionych
wierzchołkach, mgły, zjawiska atmosferyczne, oraz te niezwykłe ujęcia ze
stawami górskimi z odbitymi w nich fragmentami tatrzańskich widoków.
Fotografie Bogusława Wolskiego, będące dalekimi od tysięcznych nakładów
landszaftów górskich, są świadectwem wręcz mistycznego i metafizycznego
przeżywania i doświadczania fenomenu  Tatr, zobaczeniem w nich i poprzez
nie tego, czego ludzkie oko nie   widziało i co stanowi pewnego
rodzaju odsłonięcie i zajrzenie w  głąb  tajemnicy,  którą  chciałbym 
zawsze  przeżywać.

Ryszard  Miłek

 

***

 

Krzysztof Kuliś urodził się w Radomsku w 1944 roku. Ukończył Państwowe Liceum Plastyczne i Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Dyplom tej Uczelni uzyskał w 1970 roku. Był nauczycielem plastyki w I Liceum Ogólnokształcącym w Nowym Sączu. Przez trzy kolejne kadencje sprawował funkcję Przewodniczącego Oddziału ZPAP w Nowym Sączu. Był Radnym Miejskim w Nowym Sączu. Od 1973 do 2010 roku był Dyrektorem Biura Wystaw Artystycznych w Nowym Sączu i Prezesem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich. Inicjator i komisarz Międzynarodowego Biennale Pasteli. Jest członkiem: Związku Polskich Artystów Plastyków, Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, Stowarzyszenia Animatorów Kultury, Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, Honorowym członkiem Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Nowym Sączu, Stowarzyszenia Artystyczno-Literackiego POLART w Krakowe. Uprawia malarstwo i scenografię oraz zajmuje się upowszechnianiem sztuki.

Wystawy indywidualne:
1971    –    Spółdzielczy Dom Kultury w Nowym Sączu
1972    –    Muzeum „Dom na Dołkach” w Starym Sączu
1974    –    KMPiK w Nowym Sączu
1980    –    Muzeum „Dwór Marsów” w Limanowej oraz Kluby „Ruch”, Kluby Rolnika na Sądecczyźnie
1990    –    Galeria „Arkady’ – BWA Kraków, BWA Krosno, BWA Przemyśl, BWA Bielsko-Biała, BWA Kielce, BWA Tarnów, BWA Sandomierz
1991    –    BWA Zakopane, BWA Bydgoszcz, Galeria „Arsenał” – BWA Poznań, BWA Nowy Sącz
1993    –    „Zamojskie Lato Teatralne” – wystawa towarzysząca festiwalowi teatralnemu pt. „Impresje Teatralne – pastele” zorganizowana w Wojewódzkim Domu Kultury w Zamościu
1994    –    Wystawa Jubileuszowa „50-lecie Urodzin” – BWA Nowy Sącz, „Dom Sztuki i Rzemiosła” w Nowym Sączu
1994    –    Instytut Polski w Sztokholmie (Szwecja) – wystawa „Kuliś, Bojarczuk, Miłek”
1994    –    Galeria BWR w Nowym Sączu
1995    –    Galeria BWR w Krakowie
1996    –    Galeria BWR w Trzebini, Galeria „Kocioł Artystyczny” w Krakowie, Galeria „Wierzynek” w Krakowie – wystawa „Kuliś, Bojarczuk, Miłek, Chomiczewski”, Galeria BWR w Nowym Sączu – wystawa akwarel, Galeria TEST w Warszawie, Galeria MOK w Dębicy
1997    –    Galeria Sztuki Współczesnej we Włocławku, Galeria EL w Elblągu, Galeria „Profil” w Poznaniu, BWA „U Jaksy” w Miechowie
1998    –    Galeria BWA w Częstochowie, Kielcach, Galeria Sztuki Współczesnej w Kołobrzegu, Galeria BWA w Zakopanem
2000    –    Galeria „Kocioł Artystyczny” w Krakowie
2001    –    Miejski Ośrodek Kultury w Radomsku, Galeria w Klippan (Szwecja)
2002    –    Galerie MBWA w Olkuszu, Krynicy i Nowym Targu
2005    –    Galeria Sztuki Współczesnej w Olsztynie
2006    –    Nowohuckie Centrum Kultury w Krakowie
2007    –    „Pałac Sztuki” Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Krakowie, Folwark Sztuki w Mszanie Dolnej

Wystawy zbiorowe:
Od 1970 roku udział we wszystkich wystawach Oddziału ZPAP w Nowym Sączu. Brał udział w wystawach zbiorowych w kraju i za granicą:
1981    –    Norymberga (Niemcy)
1982    –    Bordeux, Bayonne (Francja)
1984    –    Liptovski Mikulas (Słowacja)
1986    –    Smoljan (Bułgaria)
1992    –    Viitasaari (Finlandia), Schwerte (Niemcy)
1995    –    Wystawa Jubileuszowa „50-lecia Oddziału ZPAP w Nowym Sączu” – Galeria „Dawna Synagoga” w Nowym Sączu i Galeria „Pryzmat” w Krakowie w 1996 roku.
1996    –     „Pałac Sztuki” w Krakowie – Salon Wiosenny ZPAP oraz „50-lecie Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Krakowie”, a także w niektórych Ogólnopolskich Wystawach Pasteli prezentowanych w Nowym Sączu, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, Kielcach, Suwałkach, Bydgoszczy i innych miastach,
2001    –    Wystawa zbiorowa w Przemyślu
2007     –    udział w Międzynarodowej Wystawie Sztuki w Baia Mare w Rumunii oraz w Bratysławie na Słowacji, wystawa 25-lat Plenerów w Słonnem – BWA Przemyśl.

Plenery:
Krzysztof Kuliś brał udział w wielu plenerach malarskich m.in. w Ogólnopolskim Plenerze Malarskich Sekcji AW ZPAP – Niedzica ’75, ’76, Krynica ’80, Bukowina Tatrzańska ’86, Poronin ’87, Ogólnopolskim Plenerze „Konteksty Kulturalne” – Ciechocinek ’87, Ogólnopolskim Plenerze Malarskim – Słonne ’88.
Był organizatorem i uczestnikiem Plenerów „Skansen” – Nowy Sącz ’84, „Pejzaż Miasta” – Nowy Sącz ‘85, Krynica ’86, Stary Sącz ’87, I Pleneru Pastelowego – Pieniny ’88, Pleneru z okazji 700-lecia Miasta Nowego Sącz „Portret Miasta” – Nowy Sącz’92, Pleneru z okazji 200-lecia Uzdrowiska Krynica – Krynica ’93, „Pleneru Jurajskiego” – Hucisko ’99, Plenerów Stowarzyszenia Pastelistów Polskich – Krynica ’95, ’96, Pleneru „Kobieta i Pejzaż” – Nieszawa ‘03, Pleneru w Zazrivej na Słowacji ‘05, w Kamiannej ’07 oraz w Gródku/n. Dunajcem w 2009 roku.

Realizacje teatralne:
Krzysztof Kuliś wykonał kilkanaście scenografii w Teatrze DKK w Nowym Sączu. Jego dziełem są m.in. scenografie do „Dziadów” Adama Mickiewicza, „Antygony” Sofoklesa, „Niemców” Leona Kruczkowskiego, „Odejścia Głodomora” Stanisława Różewicza, „Moralności Pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej, „Antygony”  wg. Helmuta Kajzara.
Projektował i wykonał oprawy plastyczne niektórych widowisk plenerowych Krzysztofa Jasińskiego w Nowym Sączu w latach 1976-1979.
Zrealizował autorski spektakl teatralny „Mątwa” Stanisława Ignacego Witkiewicza-Witkacego w 1985

Prace w zbiorach:
Prace Krzysztofa Kulisia znajdują się w zbiorach instytucji i osób prywatnych w kraju i za granicą: w USA, Watykanie, Francji, Turcji, Niemczech, Hiszpanii, Jugosławii, Szwecji, Izraelu, Słowacji, Holandii, Włoch, Chorwacji oraz Muzeum Okręgowego w Nowym Sączu.

Podróże artystyczne:
Krzysztof Kuliś odbył liczne podróże artystyczne i odwiedził m.in. Londyn (Wielka Brytania), Wiedeń, Salzburg, Linz (Austria), Sofię, Smoljan, Warnę (Bułgaria), Pragę, Ostrawę (Czechy), Dubrownik, Krk, Istrię (Chorwacja), Paryż, Bordeaux, Bayonne (Francja), Wilno (Litwa), Drezno, Schwerte (Niemcy), Bukareszt, Baia Mare (Rumunia), Bratysławę (Słowacja), Piran (Słowenia), Sztokholm, Klippan (Szwecja), Budapeszt, Eger, Miskolc (Węgry), Rzym, Florencję, Rawennę, Asyż, Bolonię, Ferrarę, Wenecję (Włochy), Moskwę, St. Petersburg, Zagorsk (Rosja), Lwów (Ukraina), Sremska Mitrovica (Serbia), Rotterdam, Utrecht (Holandia).

Nagrody i Odznaczenia:
Wielokrotnie odznaczany i wyróżniany za działalność artystyczną i społeczną m.in. „Zasłużony Działacz Kultury”, „Złota Tarcza Herbowa Miasta Nowego Sącza”, Nagroda Prezydenta Miasta Nowego Sącza w roku 1984, Nagroda Wojewody Nowosądeckiego za spektakl teatralny „Mątwa” w roku 1985, Nagroda im. Bolesława Barbackiego za malarstwo w roku 1990, Medal „700-lecia Miasta Nowego Sącza” w roku 1992, Medal „650-lecia Miasta Nowego Targu” w roku 1996, Nagroda Specjalna Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Brązowy Medal „Gloria Artis” w 2008 roku.

Publikacje:
Autor kilkudziesięciu esejów i recenzji w periodykach i katalogach wystaw artystycznych.

Bibliografia:
Gazeta Antykwaryczna, 2003, 2005; Sztuka Polska, Art&Business, 2002;  Elity, 2007; Rocznik Sądecki, Historia Nowego Sącza; „Z teatru ulepieni” H. Cyganika; Przegląd Artystyczno-Literacki PAL; Hybrydy – POLART; gazety, periodyki, TV.

Czy artysta obecny jest w swoim dziele, czy wyraża swoją osobowość, czy też przyjmuje maskę konwencji dla zasłonięcia swoich słabości, prawdy o swoim ja?
Malarstwo Krzysztofa Kulisia jest jaskrawo szczere i otwarte. „Emocje” będące tytułem obecnej prezentacji dzieł artysty trafnie wyrażają specyfikę jego twórczości. Nie znaczy to naturalnie, że intelektualny namysł i refleksja wynikająca z doświadczenia, są Kulisiowi obce; jednak wplecione są one w proces wyrażania siebie. Na pierwszy rzut oka w obrazach Kulisia uderzają dynamizm kompozycji i koloru, witalność barw i światła, niespokojny dramatyzm pisma malarskiego. Jak u innych związek wizji świata, „światopoglądu” z malarstwem jest zamazany, u Kulisia jest czytelny. Oglądając przez szereg lat jego obrazy spostrzegłem, że Kuliś wydobywa z rzeczy i oglądanej rzeczywistości, ukrytą przez ich powierzchnię energię istnienia, wyrażając ją przez kolor, światło i linię. Właśnie pozornie chaotyczne zygzaki linii i jej nerwowy dukt tworzą w wielu obrazach przemyślaną siatkę konstrukcyjną. Ale właśnie ten gejzer radości życia, istnienia, witalności przeżyć odbity w fakturze i strukturze obrazu, mówi nam najlepiej o Kulisiu, człowieku i malarzu. W zasadzie malarstwo Kulisia jest znakomitym autoportretem, wyrażonym nie dosłownie, ale po malarsku sugestywnym i mocnym. Krzysztof Kuliś z natury i temperamentu tkwi w tym nurcie malarstwa, gdzie ekspresja, możliwości wyrazowe barwy, mocny akcent są dominujące.
Fascynacja barwą plasuje tę twórczość blisko kolorystycznej tradycji malarstwa krakowskiego – wyniesionej ze studiów na tamtejszej Akademii Sztuk Pięknych m.in. w pracowni Hanny Rudzkiej-Cybisowej.
Mówienie o Kulisiu malarzu byłoby niepełne bez koniecznej uwagi, iż jest on człowiekiem o niespożytej energii, wigorze, pomysłowości – człowiekiem, któremu niepokój tworzenia nie pozwala spocząć. Od lat jest Dyrektorem BWA w Nowym Sączu, jest twórcą i Prezesem Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, oraz inicjatorem i organizatorem Ogólnopolskich Biennale Pasteli. Organizował znaną wystawę malarstwa Józefa Czapskiego w Nowym Sączu w 1990 r. Ten krótki przegląd pokazuje, że Kuliś zdobył już trwałą pozycję w życiu kulturalnym kraju.
Dwadzieścia pięć lat zmagania się z materią Sztuki, nasuwa może artyście różne refleksje. Sądzę, że Kuliś może spojrzeć na ten okres z odcieniem nieukrywanej radości, przeżył go bowiem jak artysta – intensywnie i głęboko. Jego dorobek twórczy obejmuje setki obrazów olejnych, pasteli, akwarel i rysunków. W każdym z tych gatunków ujawnia on inną stronę swej osobowości, twarzy i temperamentu.
Pejzaże pojawiają się we wszystkich technikach uprawianych przez Kulisia. W akwarelach szybkość decyzji, chwytanie na gorąco motywu dyktuje artyście formę szkicowego zapisu i swobodę w wyborze środków. Pejzaże z wojaży zagranicznych i okolic Nowego Sącza są znakomite w trafności obserwacji i czujności zobaczenia najbardziej charakterystycznych cech oglądanego motywu. W tych pracach widzimy Kulisia chłonącego świat wszystkimi porami zmysłów, operującego skrótem, syntezą i szeroką plamą podkreśloną niespokojnym konturem.
Częstokroć z tych szkiców, lub też niezależnie od nich maluje Kuliś, od jakiegoś czasu, dużego formatu pejzaże olejne, zdecydowane i niezwykłe. Rozmach i wigor, energia, odwaga koloru i kompozycji idą w parze w tych gruboziarniście malowanych płótnach, z zadziwiającą równowagą i harmonią. Sądzę, że ekspresja i harmonia są w nich obecne w równym stopniu; sprzeczności, które być może są odbiciem dualizmu Kulisia, jako artysty i człowieka. Intensywność i świetlistość barwy, której „materię” Kuliś kształtuje w płótnach jak rzeźbiarz glinę, panoramiczne ujęcie gór i motywów nadmorskich z rozległym, wspaniale malowanym niebem – składają się na młodzieńczość i przestrzenny rozmach pejzaży, tyleż zaobserwowanych, co przetworzonych w autonomiczną wizję malarską.
Zupełnie inny rozdział w twórczości Krzysztofa Kulisia zajmują pastele. Artysta od lat uprawia tę technikę. W pierwszym rzędzie malował „scenki rodzajowe” będące ilustracjami z dramatów, ale także przestrzenne, swobodnie komponowane pejzaże, delikatne akty i trafne portrety. W tych pracach dochodzi do głosu Kuliś wnikliwy obserwator sekretnych zachowań ludzkich, śledzących życie z nutą ciepłej ironii i zmysłem humoru, charakteryzujący paroma kreskami i plamą kształt ciała kobiecego i rysy portretowanej osoby.  W pastelach, może bardziej niż w innych pracach widzimy, że artysta zamierza wprost do celu, trafiając w sedno od razu. Nawet gdy chybia, widzimy i wiemy jaki krok artystyczny chciał podjąć.
Zamykanie twórczości tak wszechstronnej w formułki prowadziłoby niechybnie do jej zubożenia. Młodzieńczość, żywiołowość, spontaniczność i świeżość ostatnich prac wykazuje, że Krzysztof Kuliś jest artystą w pełni rozkwitu możliwości twórczych.
Jest anegdota, pochodząca od jednego z japońskich mistrzów malarstwa, mówiąca, że gdy artysta nie może poświęcić 50 lat dla sztuki, nie powinien się do niej w ogóle zabierać.
Krzysztof Kuliś – artysta, malarz przeżywający życie, jako kreację możliwości ciągle nowego rozwoju, potwierdza pozytywnie opowiastkę japońskiego mistrza.
Jestem przekonany, że Kuliś niejednokrotnie zaskoczy nas swoimi dziełami i w swoim malarstwie ukaże piękno i emocje ukryte wokół nas i w nas.

Ryszard Miłek, 1995






*******************************





Ryszard Pietrzkiewicz (1937-2006)

Ukończył Wydział Sztuk Pięknych Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Wielokrotnie brał udział w wystawach zbiorowych w kraju m.in. w Dorocznych Wystawach Nowosądeckiego Oddziału ZPAP, a także w wystawach zagranicznych.
W 1977 roku zorganizował dużą indywidualną wystawę swych prac w Muzeum Okręgowym w Nowym Sączu, a w latach 80 w „Małej Galerii” Biura Wystaw Artystycznych w Nowym Sączu.
Laureat I Nagrody przyznanej w 1978 roku na Dorocznej Wystawie Nowosądeckiego Oddziału ZPAP oraz dwukrotny laureat Nagrody im. Bolesława Barbackiego w 1982 roku za obraz „Pieta” a w 2004 roku za zestaw prac i całokształt twórczości. Otrzymał także wiele innych nagród i wyróżnień m.in. „Złotą Ramę” przyznaną w 2003 roku przez Krakowski Okręg ZPAP i Nagrodę Przewodniczącego Rady Miasta Nowego Sącza w 2005 roku.
Odbył podróże artystyczne w kraju i za granicą m.in. we Włoszech (1995, Florencja, Padwa, Wenecja), a także uczestniczył w międzynarodowych plenerach (1992, Francja).

Niespieszny przechodzień
Kiedy przeglądam obrazy Ryszarda Pietrzkiewicza i przypominam sobie wiele godzin spędzonych z Nim na rozmowach, mam jedno skojarzenie – był niespiesznym przechodniem w tym życiu. Miałem wrażenie, że zawsze miał na wszystko czas i to nastawienie widać w jego malarstwie. Tak naprawdę w moim odbiorze jest ono, bardziej było ono, ciągle otwartą formułą, bez wyraźnie zakreślonych granic stylistycznych, jakby w nieustającym procesie powstawania i tworzenia, mogło być tym, mogło być czymś innym. Właściwie każdy obraz był dla Ryszarda nowym odkryciem siebie, malarstwa, koloru, był znajdywaniem i ponownym odkrywaniem, właściwie odwrotnością picassowskiego powiedzenia „ja nie szukam, ja znajduję!”
Sądzę, że także niespieszny rytm oglądu jego obrazów, jest tym najlepiej mu odpowiadającym. Dotykał, w malarskim rozumieniu tego słowa, wielu stylistyk i konwencji, pozostając wiernym swojej wrażliwości – nieprzywiązanej do zdefiniowanych gestów.
Ale w zasadzie poruszał się w swoich malarskich wypowiedziach – obrazach olejnych, akwarelach, pastelach na gruncie przedmiotu i konkretu, właściwie figuracji.
Martwe natury, portrety, pejzaże, sceny sakralne. Synteza ujęcia, mrok i światło, deformacja i wierność szczegółowi. Ale gdzieś w głębszym nurcie jest malarstwo, sztuka Ryszarda wierna najszlachetniejszej tradycji historii malarstwa. Nie konkretnym nazwiskom, chociaż z powodu niektórych obrazów chciałoby się kogoś wymienić, ale złotej gałęzi energii malarskiej, dzięki której malarstwo zawsze pozostanie malarstwem. Przychodzą mi tutaj na myśl słowa E. Degas „(...) prawdziwa sztuka nie rozszerza sie, tylko kondensuje”.
Każde malarstwo jest ekspresją osobistych doświadczeń, jest emanacją wszystkiego, czym jest artysta, jest odbiciem jego losu, przeżyć, dramatów i uniesień. Sztuka i malarstwo Ryszarda jest tym właśnie w szczególny sposób. Nie wnikając w szczegółowe analizy jego obrazów można dostrzec w nich, wyczuć, czuły namysł nad wszystkim, co niesie życie, nad człowiekiem i jego kondycją, nad specyfiką i pięknem przedmiotu, nad cierpieniem. W jakimś istotnym wymiarze malarstwo Ryszarda ma wymiar dramatycznie egzystencjalny. Ale jest w nim też zawarta spora doza mądrego uśmiechu, ale także nuta gwałtowności.
W sferze malarskiej substancji, materii koloru, rysunkowej arabeski był Ryszard wierny klasycznym kanonom ładu, proporcji, wyważenia. Nawet deformacje w jego obrazach były w jakiś sposób uładzone, nie było w nich krzyku, rozdarcia. Było to w jakiś sposób obłaskawienie dramatu.
Ryszard Pietrzkiewicz – artysta, człowiek, jego sztuka, jego obrazy jest dla mnie osobiście uosobieniem pięknego wiersza K. Kawafisa „Itaka”.

Ryszard Miłek
listopad, 2009





*******************************






ITAKA

Jeśli wyruszasz w podróż do Itaki,
pragnij tego, by długie było wędrowanie,
pełne przygód, pełne doświadczeń.
Lajstrygonów, Cyklopów, gniewnego Posejdona
nie obawiaj się. Nic takiego
na twojej drodze nie stanie, jeśli myślą
trwasz na wyżynach, jeśli tylko wyborne
uczucia dotykają twego ducha i ciała.
Ani Lajstrygonów, ani Cyklopów,
ani okrutnego Posejdona nie spotkasz,
jeżeli ich nie niesiesz w swojej duszy,
jeśli własna twa dusza nie wznieci ich przed tobą.

Pragnij tego, by wędrowanie było długie:
żebyś miał wiele takich poranków lata,
kiedy, z jaką uciechą, z jakim rozradowaniem,
będziesz podpływał do portów, nigdy przedtem nie widzianych;
żebyś się zatrzymywał w handlowych stacjach Fenicjan
i kupował tam piękne rzeczy,
masę perłowa i koral, bursztyn i heban,
i najróżniejsze, wyszukane olejki – ile ci się uda zmysłowych wonności znaleźć.
Trzeba też, byś egipskich miast odwiedził wiele,
Aby uczyć się i jeszcze się uczyć – od tych, co wiedzą.

Przez cały ten czas pamiętaj o Itace.
Przybycie do niej – twoim przeznaczeniem.
Ale bynajmniej nie śpiesz się w podróży.
Lepiej, by trwała ona wiele lat,
abyś stary już był, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko, gdy dobijesz do tej wyspy,
bogaty we wszystko , co zyskałeś po drodze,
nie oczekując wcale, by ci dała bogactwo Itaka.
Itaka dała ci tą piękną podróż.
Bez Itaki nie wyruszyłbyś w drogę.
Niczego więcej już ci dać nie może.

A jeśli ją znajdujesz ubogą, Itaka cie nie oszukała.
Gdy się stałeś tak mądry, po tylu doświadczeniach,
już zrozumiałeś, co znaczy Itaka.

Konstandinos Kawafis
(„Ekdota poiemata”, przed 1911)





*******************************






Plener jest słowem wieloznacznym, tajemniczym. Nasuwającym szereg skojarzeń.
Bo cóż to jest plener malarski? Czy zdarza się on wtedy, gdy kilku artystów siada naprzeciw „motywu” i literalnie go odtwarza?
A co powiedzieć o tych, którzy są surrealistami, abstrakcjonistami czy konceptualistami?  Dla nich bezpośredni kontakt z naturą jest niezbędnie konieczny. Przywykło się wiązać powstanie zjawiska pod tytułem plener z malarstwem impresjonistów, którzy od początku do końca, malowali obrazy, wpatrzeni w motyw.  Ale i w tym wypadku, zachodziła interpretacja barwna, światłocieniowa i wizerunek malarski rzadko przypominał wizerunek rzeczywisty. Ale trzeba pamiętać, że wcześniej byli barbizończycy. A czy wcześniej istniał taki proceder? Na pewno z natury malował Canaletto, a może bardziej rysował, gdyż w plenerze robił precyzyjny rysunek, szkielet konstrukcyjny, który w pracowni wypełniał barwami. Była też słynna klasa pejzażu Jana Stanisławskiego...
Tworzenie sztuki na podstawie oglądu natury czy z serca i przeżyć wewnętrznych artysty, było zawsze leitmotivem sztuki. Znana jest rozmowa, którą przeprowadził H. Hoffman z J. Pollockiem. Hoffman mówi do Pollocka: „ – Nie maluj z natury, bo będziesz sie powtarzał... maluj z serca, z wnętrza”. Pollock wiedząc, że Hoffman był znakomitym teoretykiem sztuki, nie miał nigdy wystawy w Nowym Jorku, powiedział mu: „- Spieprzaj, wieszaj prace, twoje teorie mnie nie interesują!”. Chociaż Hoffman później i tak został uznanym i sławnym artystą. Sadzę, że ta anegdota świetnie ilustruje argumenty „za” i „przeciw” plenerowi – chociaż zapewne każdy artysta ma swoją prawdę.
A że plenery są potrzebne i konieczne dla każdego artysty jest to fakt niezaprzeczalny. Plener to jest po prostu spotkanie myśli, ideii, stylów życia, malowania, spojrzenia na świat. Bo fakt, że ktoś coś wyniesie z tego spotkania jest rzeczą równie istotną jak fakt, jakie dzieła sztuki wyrosną z tego zetknięcia się różnych opcji artystycznych, estetycznych i natury.
Na pewno każdy zostaje sobą i kroczy własną drogą, ale w tej drodze nie jesteśmy sami... I w jakimś głębszym sensie ubogacamy i nasycamy siebie sobą, a przeróżne fluidy i energie psychiczne i artystyczne przenikają nas i obrazy, które malujemy – gdyż każdy z osobna i wszyscy razem jesteśmy gejzerem namiętności, wewnętrznego, pozytywnego napięcia, werwy i charakteru.
W Kamiannej w „Domu Pszczelarza”, którego wspaniałym Gospodarzem jest Zbigniew Sudnik i jego Zespół, odbył się plener malarski organizowany przez Stowarzyszenie Pastelistów Polskich. Współkomisarzami byli niżej podpisany oraz mój znakomity przyjaciel Krzysztof Kuliś.
Rozciągające sie wokół rozległe, przestrzenne krajobrazy stopione z jesienną, wielobarwną szatą listowia, przetykanego jeszcze żywą zielenią, w połączeniu z niebem, zmieniającym swój wygląd i kształty, tyleż umowne co wymowne, z minuty na minutę stanowiły dla uczestników pleneru nie lada wyzwanie. Jeszcze cerkwie o doskonałej harmonii proporcji, zatopione w wiecznej ciszy, otoczone szpalerami drzew – przybytki transcendencji. I to był właśnie ten słownik, z którego każdy z artystów ułożył własną opowieść malarską, piękną, zwartą, przemawiającą do wyobraźni, sugestywną i osobistą.
Katarzyna Czuchnowska, żona Cypriana Biełańca, malowała niezwykły świat wewnętrzny, swoich osobistych, intensywnych przeżyć. Wspaniały kompan i przyjaciel pleneryjny.
Anna Ksykiewicz, świetliste, przestrzenne, rozległe połacie nieba i krajobrazy, lekkie, zwiewne i po prostu piękne. Super pozytywna energia i śmiech...
Anna Romańska–Tusiewicz, precyzyjna i wnikliwa w swym realizmie, czy może naturalizmie. Przenikliwy badacz natury do granic obsesji, ciepła, intymna, delikatna i z klasą tak w życiu jak i w malarstwie.
Joanna Garasińska, urocza osobowość malarska, świetne czucie koloru i światła, rozmach i swoboda wypowiedzi. Dyskretna i miła osobowość.
Krystyna Hrehorowicz – lekkość i frywolność malarskiego gestu, tajemnice światła, delikatna materia malarska. Wesoły i uroczy kompan.
Anna Lenkiewicz – żywiołowa, energia malarska, malarstwo spontaniczne, świeże, naturalne. Sympatyczna, miła i zawsze obecna.
Anna Lewińska – no cóż, świadomość i inteligencja malarska połączona z ciepłem kobiecości i wrażliwości.
Marianna Styrzyńska – skupienie i uwaga, czujność i wnikliwa obserwacja, pięknie wyczute pejzaże. Delikatność i wielki takt w kontaktach międzyludzkich.
Barbara Mierzwa-Chrząszcz – żona Jana Chrząszcza, subtelna wrażliwość, czuła, prostolinijna i niezwykle delikatna, co w wypadku jej pasteli daje rezulataty znakomite. Urocza osobowość towarzyska.
Jan Chrząszcz – znakomity i wybitny artysta, perfekcyjny i do perfekcji dążący. W pastelu autor pięknych, świetlistych pejzaży, trafionych w nastroju bez pudła. Świetny kompan, niezwykle dowcipny ze szczyptą sarkazmu.
Jan Śliwiński – jest świetnym malarzem i znakomitym kumplem plenerowym i życiowym. Mieszka w Chicago i w Krakowie. Bogaty wachlarz możliwości artystycznych, ekspresja, rozmach i mrówcza pracowitość. Artysta o wielkich możliwościach.
Krzysztof Kuliś – człowiek instytucja. Znakomity artysta. Podziwu godna energia, pasja, świeżość i werwa malarska, istna beczka prochu – zawsze naturalny. Jego osobowość iskrzy tak jak jego sztuka. W zasadzie niezastąpiony.
Cyprian  Biełaniec – matematyczna, doskonała precyzja i konsekwencja w realizacji koncepcji malaskiej. Stateczny, ułożony, wyważony w gestach i zachowaniu, aczkowlek o wybuchowej spontaniczności i serdecznosci wobec ludzi.

Plener niezapomniany, niezapomniani ludzie wrażenia, miejsca, gospodarze. Dziękuję Wszystkim. Do zobaczenia za rok!


Listopad 2007
Ryszard Miłek
Sekretarz Stowarzyszenia Pastelistów Polskich
Komisarz Pleneru





*******************************






Tadeusz Bronkiewicz
Arysta urodzony w 1974 roku w Ulanowie. Członek Towarzystwa Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie.
Przedstawiciel młodego pokolenia twórców, którzy w nowatorski sposób ujmują świat zewnętrzny i świat emocji.

Posługujący się wieloma środkami wyrazu artystycznego, lubiący dynamikę i różnorodność twórczą, sięga po różne techniki plastyczne, często łącząc je ze sobą. Pracuje w oleju, akrylu, pasteli, akwareli, jak również, w rzeźbie i grafice.


W dorobku artysty, do roku 2009, odnajdujemy wystawy:
– Galeria „Da Vinci” w Nowym Sączu (2002 r.)
– Galeria „Przy Bramie” w Lublinie (2003 r.)
– „Le Coupe Gorge” w Paryżu (2008 r.)



Zawsze zastanawiało mnie czy potrzeba wypowiadania się w języku sztuki jest wrodzona i należy tylko obudzić w sobie śpiącego Anioła, czy też, w świecie różnych ekspresji ludzkich, człowiek na swój własny rachunek stwierdza, że właśnie w materiale sztuki przekaże swoje najgłębsze odczuwanie i rozumienie rzeczywistości, siebie, percepcji tego co było, jest, kultury, cywilizacji oraz złożonych zależności różnych poziomów istnienia.

Kiedy po raz pierwszy spotkałem się ze sztuką Tadeusza Bronkiewicza, wrażenie było jedno, jest to sztuka złożona, wielowymiarowa, bogata wizualnie, inspirująca i na pewno wypływająca z najdalszych, archetypicznych, pierwotnych źródeł, zanurzona w obszernym polu wierzeń, mitologii, metafizycznych pytań, w jakimś nieogarnionym oceanie przeczuć, intuicji, tchnień różnych epok, cywilizacji, kultów, religii, gdzie wszystko się przenika, łączy, rozdziela a zarazem tkwi we wszystko scalającej prajedni, prabycie.

Opis tylko literalny zewnętrznej tkanki malarskiej i formy rzeźbiarskiej prac Tadeusza, niewiele wnosi w jej rozumienie. Sądzę, że znakomite w swej wymowie twierdzenie Ernesta Holmes’a „prawdziwa wyobraźnia to nie kapryśne marzycielstwo, to ogień z niebios” trafnie określa „ducha” tej sztuki. Język symboli, alegorii, paraboli, jaki artysta stosuje, daje wiele wskazówek i sugestii, które niekoniecznie naprowadzają na czytelną interpretację. Twierdzę z całą stanowczością, że jest to sytuacja korzystna dla sztuki Tadeusza Bronkiewicza.

Semantyczny horror vacui, gęsta siatka znaczeń, stanowią spójny świat w którym chcemy przebywać, prowadzeni klarownymi podziałami kompozycyjnymi, misternie utkanymi, ujętymi w zwartą i sugestywną formę rzeźby oraz przejmującą, kolorystyczną płaszczyznę obrazu pociętego rytmicznymi kadencjami.

Intensywność barw, nasycenie koloru, kontrasty i dysharmonie, zderzenia i harmonijne przejścia, ewokują nastrój tajemnicy, dziwności, niezgłębionej zagadki. Błądzimy, szukamy i nie znajdujemy, ale z niecierpliwym niepokojem chcemy odbywać tę podróż w niewiadome. Ornamentalne bogactwo szczegółu, przebłyski światła i lśnienia błysków dają nam znaki istnienia tajemniczych bytów, krain i obszarów, które nawet gdy odkryjemy i tak będziemy na początku drogi.

Tadeusz bardzo umiejętnie łączy różne materiały, praktycznie łączy malarstwo, rzeźbę i sztukę ornamentacji. Jego ornament nie jest w zasadzie dosłownie ornamentem, raczej „pismem-hieroglifem”. Mówiąc banalnie jego operowanie kolorem, kompozycją, przemyślanym rysunkiem, formą, bryłą, jest - tak to odbieram - podporządkowane ostatecznemu wyrazowi i wymowie dzieła.

Pytanie czy w sztuce Tadeusza jest więcej emocji czy intelektu jest pytaniem jałowym. Jego „obiekty” zawierają w stężeniu niezwykle mocnym i intelekt i emocje i wyobraźnię. Niewątpliwie żywioł wyobraźni jest kapitanem tego okrętu, który nie wiadomo skąd płynie i gdzie podąża, a szum jego widzisz i słyszysz.

Ponieważ każda sztuka jest jakimś dziedzictwem i kontynuacją, sztuka Tadeusza Bronkiewicza sięga - jak przypuszczam - do najgłębszych wątków i tradycji sztuki asyryjskiej, egipskiej, ludów pierwotnych, jest twórczym echem wizjonerstwa dzieł plemion południowo- amerykańskich, afrykańskich czy amerykańskich. Myślę że odniesienia mogą być tutaj podświadome, wszyscy bowiem pochodzimy z jednego Źródła. Sztuka Tadeusza Bronkiewicza jest dla mnie osobiście traktatem filozoficznym, teologicznym, artystycznym o najgłębszych korzeniach tego „skąd przychodzimy, kim jesteśmy, dokąd idziemy”. Traktat napisany ręką wizjonera o rozpalonej wyobraźni, który w akcie stwórczym powołuje do życia nowy porządek świata.

2010, Katalog wystawy
Ryszard Miłek






JASEKGROUP & Polish WebDesign